LIFESTYLE

Alternatywy 4

Sąsiedzi – grupa społeczna o bliżej nieokreślonym fenomenie polegającym na tym, że 75% z nich można by nazwać dziwadłami lub wrzodami na du… szy.
Na Ursynów przeprowadziliśmy się, jak byłam małym brzdącem. Zapakowaliśmy graty w malucha i bziuuu! Dwupokojowe mieszkanie z balkonem, na parterze jawiło mi się jako cud i szczyt luksusu. W dodatku dostałyśmy z Karolą olbrzymi, chyba z 30-metrowy pokój tylko dla siebie. Szaleństwo.
Z tego sąsiedztwa pamiętam mało. Pamiętam Alana Starskiego. Tak, tak, tego Starskiego, od Oskara za “Listę Schindlera”. Mieszkał nad nami i jeździł takim samym jak Tata zielonym maluchem. Pepsi. Pepsi to był babsztyl, który miał psa o tym imieniu i balkon nad naszym. Pepsi jarała szlugi rzucała nam je do ogródka, zresztą nie tylko szlugi. Tatko kipiał, kiedy ją widział. Za to z sąsiadem z mieszkania obok zrobił wspólnie kraty w oknach.
Przeprowadzka do bloku obok to już moje bardziej świadome czasy. Był facet, który albo tłukł żonę, albo się znęcał nad całą rodziną, bo dzieciaki to podejrzanie szybko stamtąd uciekły. Była i rodzina uchodźców z Kazachstanu, cały Ursynów huczał, że zostaną sprowadzeni. Nadęta rodzinka z postawą roszczeniową – nam się należy. Była i kociara ze swoją upasioną kotką na smyczy. Alkoholik, wiecznie nawalony, pałający olbrzymią miłością do swojego przepięknego owczarka niemieckiego. I marynarz z parteru, wiecznie pykający fajkę i mający baczenie na całe podwórko.

A potem poszłam na swoje. Wyfrunęłam z gniazd rodzinnego i zamieszkałam w niewielkim mieszkanku na parterze. I się zaczęło. Pierwsza impreza, parapetówa w gronie znajomych – może i było trochę głośniej, ale chyba nie na tyle, żeby mi anonimy pod drzwi podrzucać z pogróżkami. Potem sąsiadka z naprzeciwka zasypała mi ogródek gruzem, bo “nieładnie ta dziura wyglądała”. Pewnie, gruz wygląda lepiej… Kiedy ośmieliłam się wyciąć winorośl okalającą balkon i pół tarasu, dostałam ochrzan, że przecież tak ładnie było… Może i ładnie, ale to nie jej robactwo po tym łaziło i nie ona miała ciemno w pokoju.
Wprowadził się Tal. Znaczy, wyszłam za mąż, bo to przecież nie może być, żeby kolega z koleżanką tak pod jednym dachem…I się zaczęło..
– Przepraszam, ale pani mąż strasznie głośno śpiewa pod prysznicem, przeszkadza, nie mógłby ciszej?
Nie, durny moherze, nie może. Powinnaś się cieszyć, że go słuchasz, bo chłopak w
“Romie” śpiewa,a ty nie musisz płacić za bilet, żeby go posłuchać.
Gorszyliśmy tak sąsiadów kilka lat. Kiedy Tal się wyprowadził, moje relacje z sąsiadami się dziwnie ociepliły. Why? Otóż, jak się okazało – mój mąż mnie rzucił. Łajdak ponoć sprowadzał do naszego domu obce baby jak mnie nie było. Dobrze, że porę się zorientowałam i pogoniłam drania, ale teraz nadeszły dla mnie ciężkie czasy i trzeba mnie wspierać. Szykany minęły jak ręką odjął.
I tak sobie teraz myślę, że nic się przez te 30 lat nie zmieniło. Sąsiedzi dalej wiedzą o sobie wszystko, a jak nie wiedzą, to sobie coś dopowiedzą. W oknach wciąż zobaczysz tzw. poduszkowce monitorujące osiedle. Są i społecznicy, którzy podejdą do twojego kumpla i poproszą o przeparkowanie samochodu, bo “u nas wszyscy stoją przodem do bloku”.
Taki urok blokowisk.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.