Best Friends Forever

Miałam w życiu kilka koleżanek. Brały się tak jakoś… znikąd. Nagle okazywało się, że między mną a nią iskrzy i w tym samym momencie obie nie wyobrażałyśmy sobie spędzić kilka wieczorów pod rząd bez siebie. Smsy pikały, telefony dzwoniły. Weekendy spędzałyśmy włócząc się po centrach handlowych, pijąc wino to u jednej, to u drugiej, nieustanie plotkując, obgadując, chichocząc. Nie było faceta, którego byśmy nie oceniły, nieomówionej sprawy i niedopitej butelki. I teraz mogę tak samo powiedzieć o nich – były.

Kamila

Kamila była zupełnie inna ode mnie. Ładna. Szczupła. Bardzo pewna siebie. Na pierwszym miejscu stawiała swój wygląd, ale wiem, że ciut za nim byłam ja. Kochała mnie jak siostrę – regularnie przyjeżdżała na noc, bo kiedy ona mieszkała z mamą, ja byłam już “na swoim”. Imprezowałyśmy dużo. Wydurniałyśmy się jeszcze więcej. Ja byłam związana z M., ona rozpaczliwie szukała kogoś na portalach randkowych. Marek, Antek, Krzysiek – każdy z nich już po pierwszej randce był “tym jedynym”, z jednym nawet chciała się hajtać.
Nie była zbyt mądra. To typ dziewczyny, która wierzyła w miłość tunezyjczyka poznanego na wakacjach all-inclusive. Zdarzało jej się strzelać gafy, ale była w tym tak urocza, że można jej było to wybaczyć.
Nasza siostrzana przyjaźń skończyła się po wspólnych wakacjach. Dwa tygodnie w jednym pokoju wystarczyły, by klapki spadły mi z oczu. Któregoś dnia, siedząc na tarasie i paląc papierosa paplałyśmy jak najęte. I wtedy mnie oświeciło. Popatrzyłam na nią i zobaczyłam innego człowieka. Męczącą, niezbyt rozgarniętą dziewczynę, która w głowie ma siano, ciuchy i facetów. Która niewiele ma do zaoferowania. Dla której jestem tłem, mniej urodziwym, wartościowym i wręcz ją uwielbiającym. Do powrotu do Polski zostało kilka dni, a ja męczyłam się psychicznie. Nie mogłam uwierzyć, że jeszcze parę dni temu to była moja bratnia dusza, ktoś tak ważny! W Warszawie kontakt się urwał. Pomału, pomalutku nasza znajomość zanikała. Kamila zadzwoniła do mnie pewnego popołudnia. Wracałam z pracy, siedziałam na przystanku i nie odebrałam. Nie oddzwoniłam. A Kamila już nigdy się nie odezwała.
Dziś Kamila jest wciąż piękną kobietą po kilku operacjach plastycznych. Jej nagi biust wylewa się z większości jej zdjęć zamieszczonych w portalach społecznościowych.

Magda

Magda była taka jak ja. Miałyśmy podobne pasje, energię, poczucie humoru i problemy z facetami. Nie pamiętam, jak to się stało, że się tak mocno skumplowałyśmy, wyszło i już. Była moją przyjaciółką na dobre i na złe. Dopóki miałyśmy fiu bździu w głowie, wszystko było OK. No, ale… Magdzie odwaliło. Za wszelką cenę chciała być dorosła, ale na swój sposób. Wszystko robiła nie tak – wybierała nie tych facetów, podejmowała złe decyzje. Nie dała sobie nic wytłumaczyć, a jej egoistyczne zagrywki były coraz bardziej męczące. Była potwornie niepunktualna. Umawiała się, na 17.00, a wydzwoniona o 18.30 radośnie oznajmiała, że już jedzie, zaraz będzie, co oznaczało, że dopiero wsiadła do auta. Dojeżdżała mocno po czasie, a czasem… w ogóle. “Jednak nie dojadę, jestem zmęczona i wracam do domu”. A moje plany brały w łeb, wieczór zmarnowany. Kłamała tak dużo, tak często, że z czasem albo sama zaczynała w te bzdury wierzyć. Albo zapominała, że coś wymyśliła. Albo mieszała te wymyślone fakty. Magda przestała się liczyć z kimkolwiek. Kiedy się ze mną spotykała, była nieobecna duchem, za to bardzo obecna na Facebooku, komunikatorze i w smsach. Siedząc tylko ze mną rozmawiała ze wszystkimi, tylko nie ze mną.
Przejrzałam na oczy stanowczo za późno. Ktoś uświadomił mi, że Magda jest osobą wysysającą moją energię. Zaczęłam to dostrzegać, wciąż jednak próbując ją wybielić w swoich oczach. Niestety, nie zawsze się udawało. To Magda przestała się do mnie odzywać. Chyba znalazła sobie inną przyjaciółkę.

Zuzka

Zuzka była torpedą. Typ niegrzecznej, silnej dziewczyny. Cholernie inteligentna, o cudownie ironicznym poczuciu humoru. Z Zuzką to nie była babska przyjaźń, bliżej nam było do męskiej solidarności. To same wartości w życiu, cele, marzenia. Te same wymagania wobec facetów. Nawet wyjebane miałyśmy na to samo. To miała być sztama do końca życia, wiedziałyśmy o sobie wszystko i wszystko akceptowałyśmy. Z nikim nie mam tylu wstydliwych wspomnień, co z Zuzką.
Nagle Zuza poznała Aśkę. I nagle Aśka stała się tą super. Tą najlepszą przyjaciółką. Telefon milczał, a ja czułam się jak gówno. Bo przecież mogłam się Zuzą z Aśką dzielić… ale chyba nie tak to miało z ich perspektywy wyglądać. Przez kilka miesięcy (lub kilkanaście, bo już nawet nie pamiętam, ile to trwało) moja cała zażyłość z Zuzą wyparowała. Kiedy Aśka okazała się szmatą, Zuza wróciła. Przeprosiła za to, że mnie odstawiła w takim stylu. Ale już nie było czego ratować.

 Zuzka, Magda, Kamila. To przez nie dziś już nie umiem się przyjaźnić z dziewczynami.

Dodaj komentarz