JUST KO

Cień

Dzwonek do drzwi zabrzęczał, kiedy suszyłam włosy. Zawinięta w biały szlafrok z wyhaftowanym misiem podskoczyłam do drzwi pewna, że to N. się dobija, bo nie może znaleźć kluczy. Zerknęłam przez wizjer.

– Co byś zrobiła, gdyby nagle pojawił się w twoich drzwiach, z małą walizką i pytaniem, czy go przyjmiesz? – Ł. po długim czasie niewidzenia się drążył bolesny wciąż temat.
Nie wiedziałam.
– Nie wiem. Chwilę temu czułam do niego nienawiść, taką silną, z której aż powstawała pogarda do siebie. Teraz żal, że na sam koniec nie umiał zachować się z klasą, że jak dojrzewający nastolatek najważniejsze sprawy wyjaśniał i kończył smsem, że nie miał odwagi zrobić tego, co powinien. Ale nie wiem, jak by się zachowało moje serducho, czy znów przegrałoby z rozumem…  Nie wiem. Więc lepiej, żeby się jednak nie pojawiał.

A teraz stał tam. Jakby starszy, jakby bardziej zmęczony. Rozglądał się wokół, niepewny czy otworzę. Chyba wiedział, że patrzę na niego przez wizjer, bo nagle podniósł głowę i spojrzał prosto w niego. Smutne i przestraszone oczy… Jego oczy. Kiedyś patrzące z tak wielką miłością i wraz z ustami mówiące “Kocham Cię najbardziej na świecie, jak nigdy nikogo!” teraz patrzyły ze strachem.
Nie otwierałam. Serce waliło mi jak oszalało, zrobiło mi się zimno. Stałam wciśnięta w drzwi,  niezdolna do żadnego ruchu. Pół minuty, minuta, dwie. Niepewnie zastukał. Delikatnie i prosząco.
– Cześć.
– Cześć.
Pewne sprawy trzeba mieć posprzątane, a nie zamiecione pod dywan.
– Mogę wejść?
– Tak, proszę.
Stanęliśmy w przedpokoju, a rozmowa nam się nie kleiła. Patrzyliśmy na siebie w milczeniu, oboje przerażeni, potrażeni swoim widokiem i bliskością.
– Idź do pokoju, ja się ubiorę – powiedziałam i uciekłam do sypialni. Usiadłam na łóżku i powtarzałam jak mantrę :Ty idiotko, po co ci to, wywal go stąd, no wywal!!!”. Założyłam dresy i wróciłam do pokoju. Siedział spięty w miejscu, gdzie zawsze siada N., a mimo to jakoś dziwnie tam pasował. Usiadłam obok i podciągnęłam kolana pod brodę.
– Po co przyjechałeś?
– Bo musiałem. Od kilku dni siedzisz mi w głowie i męczysz. Muszę… porozmawiać z tobą, przeprosić, nie wyjaśnić – sam nie wiem, czego chcę.
– Chyba trochę za późno na rozmowę, nie sądzisz? Minęło już kilka lat, ile właściwie? – już nawet nie pamiętałam, kiedy był dla mnie całym światem.
– Dla mnie jakby kilka dni. Kiedy się ciebie miało, nie tak łatwo zapomnieć. Spierdoliłem sprawę. Znowu. Nie miałem odwagi, stchórzyłem, poszedłem na łatwiznę. Myślałem, że się uda, że to moje życie uda się jakoś posklejac, ale nie ma takiego kleju, który by to posklejał.
Mówił przez jakiś czas. Im dłużej mówił, tym bardziej obojętne mi było to, co mówił, równie dobrze mógłby mi tłumaczyć czym jest czarna dziura. Obok mnie siedział mężczyzna, dla którego kiedyś zrobiłabym wszystko. Dziś był to mężczyzna, który był mi totalnie obcy. Odpowiadałam zdawkowo i niechętnie. Nie chciałam mu mówić, co się ze mną działo, co przeżyłam, jak ułożyłam sobie życie. To było moje, jemu nic do tego.
Kiedy wyszedł do łazienki miałam kilka chwil dla siebie. Na otrząśnięcie się z szoku i uświadomienie sobie, co się dzieje. Miałam go znowu blisko siebie, na wyciągnięcie ręki…
Usłyszałam kroki i dźwięk zamykanych drzwi wejściowych. Wyszłam do przedpokoju – nie było kurtki. Butów nie zdejmował. Zeskoczył po schodkach na klatce schodowej, za chwilę usłyszałam piknięcie otwieranego samochodu.

Po kilku chwilach zawibrował mój telefon.
Przekaż właścicielowi szarej szczoteczki, że jest szczęściarzem. Bo Twoja jest niebieska, prawda?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *