LIFESTYLE

Gdzie te kobiety?


Warszawa. Nasz mały, polski tygiel kulturowy. Mieszanka nacji, subkultur, języków, religii. Mozaika stylu ulicznego, stylu życia, stylu pokazania swojego JA. Na ulicach mnóstwo ludzi będących idealnym obiektem obserwacji zmian. Na lepsze?

Mężczyźni. Podobno bardziej zniewieściali niż 50 lat temu – skrajne przypadki w łazience mają więcej kosmetyków niż ja, niektórzy noszą spodnie obciślejsze niż moje, a ich torby są tak “dziewczyńskie”… Grzywką zarzucają na potylicę, mówią piskliwym głosikiem, bezradne nóżki obute w ciężkie kozaki wyglądają jak nogi pająka. Brrr… aż się tęskni za widokiem szerokiego w barach faceta, który umie splunąć daleko przed siebie, ma łapę jak drwal i nikt mu nie podskoczy. Gdzie Ci faceci? I… gdzie są towarzyszące im kobiety?!

Media trąbią o feminizacji mężczyzn. A co z kobietami? Konia z rzędem temu, kto wskaże mi dziś dziewczynę i powie “Patrz, 100% kobiecości”. Rozejrzyj się wokół siebie, znasz taką?

Za to na pewno znasz korpobitch. Ostrą laskę w czarnej spódnicy i białej bluzce. Szpilki, hybrydowe czerwone paznokcie, włosy spięte w kucyk, ciasno i profesjonalnie. Inteligentna, ogarnięta, z kredytem na mieszkanie i mieszkaniem na kredyt. Mieszka sama, pracuje 10 godzin dziennie, wieczory spędza przy laptopie i kieliszku wina. Ma faceta, ale on tyra w kancelarii, więc widują się dwa razy w tygodniu a uczucia wyrażają naprędce w mailach. Raz w roku spędzają bajkowe 10 dni na Malediwach, Zanzibarze, w Tajlandii. Ona nie chce być od niego zależna, jest przecież silna i sama sobie w życiu poradzi. Męskie ramię jest potrzebne, ale na nim świat się nie kończy. Kobiecość? W skali 1-10 punktów chyba 2. Emocjonalna skorupa.

Znasz i mamę. Taką wieczną. Ma już trójkę dzieci na koncie, więc od prawie 10 lat jej życie wypełniają pieluchy, wyprawy do sklepu, gotowanie obiadów. Ubrania muszą być wygodne, mogą być poplamione przecierem z marchewki, co tam. Mama pracuje 18 godzin dziennie, o ile uda jej się te 6 godzin przespać. Mąż wraca z pracy, jest chwila rozmowy, sprawy domowe. Wyznaniem miłości jest “Śpij, ja wstanę i ją uśpię”. Najpiękniejsze na świecie. Ale Mama nie czaruje już wdziękiem, nie kusi, nie zdobywa. Swoją kobiecość schowała na dno szafy, do której już rzadko zagląda.

I są kobiety – marionetki. Są ich tysiące, miliony. Tłum przeciętnych kobiet prowadzących niczym nie wyróżniające się życie. Nie czują się księżniczkami, już dawno porzuciły marzenia o zamku i koronie z brylancików, książę obok też jest jakiś taki przyziemny. Jeansy, top. Sukienka? Rzadko. Nie pokazują emocji, nie afiszują się z uczuciami zgodnie z zasadą, że kto ma miękkie serce ten musi mieć twardą dupę. Chcą mieć twarde dupy, bo ewolucja wybrała drogę, w której każdy osobnik musi umieć przetrwać sam. Są wśród nich te zranione, mające w sercu dziurę w kształcie konkretnego mężczyzny. Boją się, że jak się jeszcze kiedyś zaangażują, to serce rozpieprzy się już całkowicie, że ta taśma którymi jest posklejane przestanie trzymać. Kobiecość Marionetki została zdeptana przez jakiegoś chuja, jeśli znajdzie się kiedyś człowiek, który będzie umiał ją z niej znów wydobyć, i tak nie wydobędzie całości. No fucking way.

Role się pokręciły. Kobiety nie są kobietami dla swoich mężczyzn. Mężczyźni nie są męscy dla swoich kobiet. Kobieta nie lubi mężczyzn słabych, mało zorganizowanych, rozchwianych emocjonalnie. Mężczyźni nie lubią kobiet oschłych, niewrażliwych, zimnych, bez uczuć. Z gościa w rurkach i z płócienną torbą mogę się śmiać. Za widokiem delikatnej, uśmiechniętej kobiety w sukience rzucającej się swojemu mężczyźnie na szyję będę tęsknić. Bo coś mi się zdaje, że za parę lat będę taką widzieć tylko na filmie z Audrey Hepburn. Świat oszalał.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.