JUST KO, LIFESTYLE

House of the rising sun

Mój dom. Na będzie stał w ciepłym miejscu. eN uwielbia tropiki, ja lubię tropiki. Śnieg też lubię, ale w górach, bo w mieście zaraz jest brudny i puchowa pierzynka szybko zmienia się w cieknącą breję. Może Chorwacja? Ładnie tam, ciepło, blisko i w Unii. Jak na Chorwację nie wystarczy, to będzie Polska, trochę chłodniej, ale przecież tu też jest pięknie!

A jeśli Polska, to… dom będzie mały i przytulny. Żadne tam “hygge srygge” ze sterylnym białym wnętrzem. Będzie trochę biało, lecz dominować będzie drewno, moje ukochane, żywe kolory zostaną przemycone w poduszkach, doniczkach i światełkach. Największy pokój będzie miał całą ścianę w książkach. Drugiej ściany nie będzie – wielkie, szklane okno będzie wychodziło na las, ogródek lub inną naturę. Kominek, koniecznie trzeba będzie zbudować kominek! Taras musi być spory, bo tylko wtedy pomieści stolik, hamak i pufy do siedzenia. Po balustradzie będzie się piąć róża o drobnych kwiatach lub coś równie obłędnie pachnącego.

Jeden z pokoi to lokum do odpoczynku, koniecznie z bujanym fotelem. Takie spokojne miejsce do czytania, gry w planszówki, układania puzzli lub rozmawiania przez telefon. Drugi będzie do szaleństw – playstation i inne zabawki eN przecież muszą mieć swoje miejsce! Sypialnia – jasna, przytulna, z wielkim łóżkiem nakrytym kocem w grube, warkoczowe sploty. Świeczki. Kuchnia musi pomieścić wiele ludzi, przecież na każdej imprezie najlepiej siedzi się w kuchni. Czy będzie pokój dziecięcy nie wiem, bo nie wiem, czy będą dzieci. A jak będą, to same go sobie urządzą. W tej kwestii wiem tylko jedno – musi być w nim miejsce na kryjówkę budowaną z narzut i poduszek. Ach, i koniecznie pokoje gościnne, bo przecież dom bez przyjaciół to smutny dom.

Poddasze będzie duże, z mini siłownią, z projektorem i luźno rozrzuconymi poduszkami i materacami. Przez okna na dachu będzie widać rozgwieżdżone niebo. Teleskop do ich podziwiania z bliska będzie zajmował honorowe miejsce.

Wokół domu będzie dużo drzew, niech ptaki mają gdzie świergotać, a dzieciaki znikać na cały dzień, żeby budować bazy. Uwielbiamy huśtawki, więc dla każdego jakaś się znajdzie. Będzie pachnieć ziemią i kwiatkami. Dziury w trawniku będzie kopał pies, albo nawet dwa: owczarek niemiecki i golden retriever. Ten dom stanie się miejscem, z którego nie będzie się chciało wychodzić, które będzie trzymać w sobie człowieka z całej siły. Miejsce, gdzie śniadanie będzie składać się z twarogu ze szczypiorkiem, rumianego chleba, wiejskich jaj smażonych z boczkiem, sałatki z pomidorów i ogórków. Mleko stojące na stole musi być prawdziwe, świeże, a miód własny, z pasieki eN.

Latem będzie się tam jeździć na rowerach, szaleć w jeziorze i opalać na połamanym, starym pomoście. Dzieciaki (no dobra, będą dzieciaki, nam już się nie będzie chciało rozrabiać, a co to za dom bez psot?) będą zbierać maliny, pleść wianki, włazić na drzewa i rozbijać łokcie i kolana. Zbudujemy zewnętrzne jacuzzi. Zima przyniesie radość kuligiem, biegówkami, stadkiem ulepionych bałwanów i smakiem grzanego wina pitego przy ognisku lub kominku. Może i sauną?
Wciąż będziemy wyjeżdżać, Azja i Ameryka Południowa będą miały przed nami coraz mniej sekretów, a Nowa Zelandia wreszcie dostanie szansę aby ujrzeć nas z bliska. Ściany będą obwieszone pamiątkami z podróży, bo staniemy się sentymentalni i zaczniemy zwozić kurzołapy (i będzie nas stać na wykupienie bagażu rejsowego).

Taki chcę mieć dom. Takie życie: sielskie, spokojne, leniwe. W ciszy i błogości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.