LIFESTYLE

“Jak na lotni”…

W przypływie lekkiego smutkowania się (taka mała, szczeniacka tragedia – On przestał się odzywać, więc wiecie i znacie – patrzenie co chwila na telefon i dobijanie się myślą, że pewnie przestał lubić…) obudził się we mnie ten rzadki zew natury, czyli ewidentny dowód na to, że nawet ja bywam czasem w tym stanie, w którym zwijam się w kłębuszek i chcę tylko, aby ktoś mnie przytulił. I wtedy potrzebna jest muzyka. Taka, przy której nakręcam się jeszcze bardziej, bo jest tam smutny tekst, tak idealnie pasujący do mnie, ba! Ten tekst jest o mnie! I łezka wtedy cieknie, i się człowiek rozczula, i lekko użala i nawet przeklina, bo dlaczego On nie pisze? Tak, i ta łezka musi mieć swój soundtrack. Więc taka zanurzona w kołdrze, ze wsparciem w postaci miśków Haribo i mruczeniem Melanii obok katowałam smętne kawałki na youtubie.
I odkryłam Amerykę. Wszystkie, ale to wszystkie te ładne muzycznie i wartościowe tekstowo kawałki pochodziły sprzed kilkunastu lat. Zgroza! Śpiewała mi Lipnicka swoją “Piękną i rycerza” i Seweryn Krajewski i nawet Bajor… Najmłodsza stażem była tutaj Monika Urlik, ale Monia jest poza konkursem, bo zdolna piekielnie i dojrzała i pewnie przez to nigdy kariery nie zrobi. I Kuba Badach, ale to ta sama historia.
Dlaczego dziś już nie powstają dobre piosenki, przy których można sobie popłakać, zrobić z siebie misia pandę rozmazując tusz na policzkach? Gdzie nagle podziały się piosenki, których będę miała ochotę posłuchać za 8,10 lat, nikt już takich nie pisze? Naprawdę teraz liczą się tylko hity jednego sezonu, które w ciągu 40 minut 6 razy zagra Eska Dreska?

Poproszę o powrót Zauchy, Kondratowicza, Cygana, Młynarskiego, Osieckiej…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.