Jak zechcę, to zdążę.

Kampania promująca macierzyństwo zbulwersowała społeczeństwo. Baner z zapłakaną kobietą, która zdążyła odwiedzić Paryż i zrobić karierę, ale nie zdążyła urodzić dziecka. Krew się gotuje, zwłaszcza w żyłach kobiet, dla których posiadanie dziecka nie jest celem życia.
Tak, nie urodziłam się tylko po to, żeby spłodzić dziecko. Urodziłam się po to, żeby żyć i żeby przeżyć to życie tak, jak chcę, jak mi się podoba. Bo to jest MOJE życie. Mam 32 lata, własne mieszkanie i wystarczająco dużo kasy, żeby nie troszczyć się o to, czy mi starczy do pierwszego. Jestem inteligentna i zaradna. Wykształcona. Cenna w swojej branży, bo doświadczenie zdobywałam przy wielu naprawdę świetnych projektach. Przy tych gorszych nauczyłam się odporności i „priorytetyzowania priorytetów”. Mam eN. Mam zajebistych przyjaciół. Rodzinę. Mam co robić wieczorami i z kim wyjechać na weekend. Czy brakuje mi czegoś do szczęścia? Nie. Oczywiście mogłabym wyliczyć szereg rzeczy, które jeszcze fajnie byłoby mieć, zobaczyć, poczuć, użyć. Ale czy bez nich jest mi źle? Nie.

Więc dlaczego ktoś próbuje mi wmówić, że jestem gorsza? Że wszystko, co osiągnęłam jest nic nie warte? Że źle kieruję swoim życiem? I to z powodu tego, że nie mam dziecka?

Kobieta nie rodzi się po to, żeby stać się rozpłodową maszyną mającą wypuścić z łona jak najwięcej dzieciaków. Nie dziś. Dziś kobieta na pierwszym miejscu stawia swoje pasje, swoje cele. Jeśli jej celem jest posiadanie dziecka – super, gratuluję, że ten cel znalazła, zazdroszczę, że do niego dąży i ją kiedyś uszczęśliwi. Mnie dziś uszczęśliwia co innego – przyjemności, poznawania świata, podróże. Tak, chcę zobaczyć ten cholerny Paryż!

„Bo jesteś egoistką”. „Bo chcieć to móc”. Bzdura. Lata lecą, świat się zmienia. Dziecko to najtrudniejsza z życiowych decyzji. Ze wszystkiego się możesz wycofać – sprzedać mieszkanie, rozwieść się, zmienić pracę. A dziecka nie oddasz. I czy egoizmem jest to, że zanim podejmę się bycia mamą przemyślę to milion razy? Przemyślę to, czy dam mu to wszystko, co powinno mieć – pełną rodzinę, poczucie bezpieczeństwa, miłość? Dopóki nie będę miała 100% pewności, że tak, będę wyjeżdżać na weekendy i biegać w szpilkach na kolejne spotkania.

Czy jestem złym człowiekiem? Bo mam czelność robić karierę, zarabiać pieniądze, odwiedzać kolejne kraje, imprezować i jeszcze wybierać czy będę matką czy nie? Powinnam siedzieć w kawalerce i czekać, aż mąż wróci z pracy, gotować obiady, jednemu dziecku wtykać smoczek, drugiemu podać cycka, jedną ręką nastawić pranie, drugą zmywać, a  trzecią prasować – wtedy byłoby ok? Bo się wpiszę w stereotyp Matki Polki?

Rodzić dla idei? Nie. Urodzę, gdy zechcę. I zabiorę dzieciaka do Paryża. Zaprowadzę do prywatnego przedszkola. Wyślę do dobrej szkoły. Zapiszę na angielski. Zapewnię mu to wszystko właśnie dzięki temu, że robię teraz karierę.

One Reply to “Jak zechcę, to zdążę.”

  1. Nie zawsze od nas to zależy. Może jak zechcesz, to będzie problem, bo nie będziesz mogła zajść, albo będziesz się bała, że dziecko będzie chore. Może pozostanie ci siedzenie w wypasionym mieszkaniu i wspominanie tych miejsc, które zwiedziłaś. Oby nie w samotności ….. A dlaczego uważasz, że dziecko przeszkadza w realizacji planów i marzeń? Ja uważam, że wręcz przeciwnie. No, może rzeczywiście imprezowanie odpada. Po prostu nie dojrzałaś do bycia żoną i matką. Nie każdy musi zakładać rodzinę, nie każdy umie pogodzić obowiązki z przyjemnościami. A jak będziesz miała 35 – 40 lat to można adoptować i też być szczęśliwą. Pozdrawiam

Dodaj komentarz