JUST KO

Napisy końcowe

2014 nie był najlepszym rokiem. Szczerze? Był dość marny. Niefajny. Taki byle jaki. Nasiał zamętu, jednak na szczęście nie na tyle by dostać miano chujowego. Przyniósł sporo kopniaków i kilka uśmiechów. Jako, żem Polka, a naród nasz cudowny narzekanie wielbi, zacznę od spraw złych.

1. Likwidacja Nexto. Fak mać, z żadnej roboty nie odchodziłam z takim żalem i tak bardzo za nią nie tęsknię po tych kilku miesiącach. Nexto to nie była firma, to był inny świat. Luz i zapierdol jednocześnie, fantastyczni ludzie, upierdliwe statusy, przejście do Narnii, zdrapki… Rainforest – cholera, rok temu w życiu bym nie powiedziała, że będzie mi brakować najbardziej nielogicznego i psującego się systemu na świecie. A jednak.

2. Noga bez więzadeł. Chodzenie o kulach, ból, odwiedzanie kolejnych szpitali, czekanie na operację. Nie życzę nikomu… no może tylko Bardzo Złym Ludziom takim jak Putin i matka Madzi.

3. Utrata kilku przyjaciół. Tańczą, Ci co wiedzą. Ponoć to normalne, że w pewnym momencie ścieżki się rozdzielają, ale w serduchu trochę tak ich brakuje.

4. Nie wygrałam 100 tysięcy w zdrapki. A taki był plan.

5. Nie udało się też co innego. Ale o tym na razie cicho sza. Nie lubię się dzielić wszystkimi katastrofami publicznie, może jak już kurz opadnie… Mówi się trudno i idzie się dalej. Porażki uczą, więc są potrzebne. Może dzięki temu Ko kiedyś naprawdę zmądrzeje 🙂

Dobrze też było, oczywista oczywistość, że było. Tych dobrych dni było w dodatku znacznie więcej niż złych. I takie jest moje życzenie na 2015 – niech nie będzie gorzej. Nie musi być nawet lepiej, niech zostanie tak jak jest. Bycie zupełnie szczęśliwym jest pewnie koszmarnie nudne, skoro ten świat tak jest urządzony, że musisz parę razy oberwać po pysku. Wot, żizn takaja!

1. Nowi przyjaciele. Zyskałam dwóch nowych braci. Świetną wyjazdową ekipę. Znajomych nowych znajomych. Szaloną Brygadę BD z nowej robo. Znów mi w dobrych ludzi obrodziło!

2. Wyjazdy – przede wszystkim fantastyczna Chorwacja. Moskwa i Petersburg. Czechy. Beskidy. Tradycyjne, czerwcowe żagle na kilkanaście łódek. Jeden dzień nad morzem na leczenie smuteczków. I zacne wizyty w Dżerzej, tym pod Wrocławiem.

3. Woda na młyn. Projekt, który nie miał prawa się udać, a się udał. Jesteśmy, tańczymy, a co najważniejsze – zacieśniamy przyjaźń. Wiemy, jak smakują kotlety z Grajewa i jak się pije w Łomży. A przed nami Dubaj i Malediwy… kiedyś.

4. Momenty. Tych było całe mnóstwo. Regularne Sabaty. Wiadomość o ciąży E. Moje śmiechowe akcje z autobusami, golasami i pułkownikami. Ciepłe wieczory z kakao. Moja urodzinowa impreza. Ten punkt nierozerwalnie wiąże się z Moimi Ludzikami. Bo to w dużej mierze dzięki nim – przecież jak rozdawali szczęście w miłości, ja stałam w kolejce po fantastycznych przyjaciół.

5. Punkt piąty jest najważniejszy. 2014 nie zabrał nikogo z mojej rodziny.  A nawet kogoś trochę oddał na sam koniec. Za to mu najbardziej dziękuję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.