JUST KO, LIFESTYLE

Niebieski ptak

Święta, święta… Rzyg.

Nie lubię świąt. Nigdy za nimi nie przepadałam, a odkąd nie ma już Dziadków, którzy wprowadzali odrobinę magii i ciepła w te dni, po prostu ich nie znoszę. Ot, kolejne imieniny, 8 osób przy stole. Życzenia, jedzenie, prezenty. Nothing special. W naszej rodzinie nie ma dzieci, dla których warto by się starać. Ja w domu nie mam nawet choinki, ba, żadnego akcentu świątecznego, nawet czekoladowego Mikołaja zeżarłam już parę dnu temu.

Stół, opłatek. I… już po 3 minutach chuj Cię strzela, bo wszyscy życzą Ci męża i dzieci. I nie pomaga nawet obwieszczenie przed tą zacną ceremonią dobitnego “nie życzcie mi męża”, życzą i tak. Kontynuacja jest już po kilkunastu minutach.
– Ten twój dom wiecznie pełny przyjaciół, może byś go rodziną zapewniła?
– Nie przebieraj tak w tych chłopakach, bierz co jest, bo sama spędzisz życie!
A ty robisz dobrą minę do złej gry, uśmiechasz się przez zaciśnięte zęby, można niby tupnąć nogą, ale po co? Zaraz ktoś się obrazi i znów to ty “psujesz święta”. Więc pozwalasz, aby pastwili się nad tobą jak hieny. Bo mąż i dziecko to nie wszystko! Po co ci remont tego mieszkania? Przecież jak wywalisz tą ścianę, to stracisz pokój, a to przecież kiedyś dziecięcy będzie. I nie wytłumaczysz, że to ty mieszkasz w tym mieszkaniu i ty decydujesz, jak ma ono wyglądać – no przecież się nie znasz i sama jeszcze pożałujesz!
I może byś pracę zmieniła? Co ty właściwie robisz w tym ekomersie? I po co ci działalność, znajdź coś na umowę o pracę, to przecież bezpieczniej i wygodniej. I może coś w finansach, ekonomii? Te książki to już umierają, zaraz w ogóle nie będzie pracy. Aaaach, i koniecznie obroń tą drugą magisterkę, ile już napisałaś?

Wracasz do domu. Otwierasz wino i robisz rachunek sumienia. Masz 32 lata. Fiu bździu i kiełbie we łbie. Niebieski ptak, kobiecy Piotruś Pan. Zastanawiasz się, czy odnajdziesz się w jedynym słusznym schemacie: mąż, dwójka dzieci, trzypokojowe mieszkanie, sobotnie zakupy, golf w garażu. Dziś – nie. Kiedyś – może tak. Oddychasz z ulgą, że już po świętach. Że możesz żyć po swojemu, a jedyną ceną za życie, jakie prowadzisz, jest wysłuchiwanie dwa razy w roku, że czas się ustatkować i ogarnąć. Next level – Wielkanoc. Can’t wait.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.