JUST KO, LIFESTYLE

Odmiana mężczyzn i przypadki

Mianownik

Saska Kępa, wczesna wiosna. Już ciepło, ale nie gorąco. Ogródek, kawiarnia. Siedzę i klikam w telefon, bo mam chwilę do odbioru bransoletek od jubilera. Czekam na herbatę, zieloną z dodatkiem jaśminu. Jest środek dnia, więc spokojnie. Nagle podchodzi do mnie koleś z kwiatkami, całkiem fajna wiącha, daje mi buziaka w policzek, kwiatki, mówi niepewnie “cześć” i siada obok.
Ki czort? – myślę, bo zdecydowanie nie znam typa. Minę muszę mieć niewyraźną, bo gość pyta, czy wszystko OK.
– Nie, bo nie bardzo wiem, o co chodzi.
– Eee, Patrycja, prawda?
– Nie…
– Nie? Patrycja? Nie umówiłem się tu z tobą na Sympatii?
Teraz to on ma niewyraźną minę. Chyba zdał sobie właśnie sprawę z tego, co zrobił. Gdyby mi się to przytrafiło, zwiałabym jak najszybciej
– Niestety, ale nie.
– Ale przypał.
No.. przypał. Chłopak bierze kwiecie i odchodzi. Ja zostaję z radochą na pysku, jeszcze niedowierzając w to, co właśnie się wydarzyło i sięgam po telefon, żeby opowiedzieć o wszystkim eN. eN uwielbia, kiedy dzieją mi się takie rzeczy, bo może wtedy bezkarnie się ze mnie podśmiewywać. Nagle widzę, że chłopak wraca. Idzie znów w moją stronę, szybkim krokiem, ale tym razem niesie dwa bukiety. Ten drugi jest malutki i chyba kupiony u tej staruszki, która miała kilka podobnych w dwóch wiaderkach.
– Sorry, głupio to wyszło. Ten jest już dla Ciebie.

Dopełniacz

Sauna. Ta przy Puławskiej, a akcja miała miejsce dosłownie kilka dni temu. Wymęczeni jesiennymi, krótkimi dniami i pracą relaksujemy się  z eN w łaźni. Wokoło sami faceci, raczej typ czterdziestolatka z brzuszkiem. Kobiet… sztuk jedna. Ale za to taka, której nie przeszkadza to, że przebywa w jednym pomieszczeniu z siedmioma nagimi penisami i to, że tych siedem nagich penisów przebywa w jednym pomieszczeniu z jej nagością.
Spędzamy tam kilka godzin, nie zawsze trzymając się za rączkę. Kiedy eN postanawia znów gotować się w 90stopniach, ja śmigam na aromaterapię, gdzie ejst chłodno i pachnie miętą.
Po kilku minutach dołącza do mnie młody chłopak, siada obok, mówi “Cześć” i się uśmiecha.
– Cześć – odpowiadam i zamykam oczy. Fajnie tu.
– Sorry, że ci przeszkadzam, ale w sumie to zapytam.
Otwieram oczy, bo nie bardzo wiem, o co chodzi.
– Tak?
– Ten chłopak… jesteście razem?
– Nooo, jesteśmy – wiem, po prostu wiem, że za chwilę rozstąpią się niebiosa i zdarzy się coś, co ubarwi ten weekend.
– Ech.. No nic,  zawsze jest nadzieja, że to przyjaciel gej…
Kiedy opowiadam to po wyjściu z sauny eN, ten śmieje się i  mówi, że przecież byłam jedyną osobą z gołymi cyckami i w ogóle. I uśmiecha się jeszcze bardziej, kiedy słyszy jedno zdanie, które mąci jego wyobrażenie tej sytuacji.
– Kochanie, a dlaczego zakładasz, że jemu chodziło o mnie…?

Celownik

Jadę metrem, czytam “Siewcę wiatru”, więc cały świat nie istnieje. Nagle ktoś mnie delikatnie trąca w nogę i mówi:
– Cześć, jestem Kuba. Hmm… Jesteś śliczna i czytasz fantastykę… Masz chłopaka?
Bang! No nie wierzę! Bo podnoszę oczy i widzę posiadacza jednej z najlepszych twarzy w Warszawie.
Nagle z drugiej strony wagonu rozlega się śmiech. Odkręcam łeb i co widzę? Jakiś gamoń, a dokładniej dawno niewidziany kumpel stoi i kwiczy ze śmiechu.
– Dżizas, Kocisz, żebyś widziała swoją minę!! Poznajcie się, Kuba – Kocisz. Co tam u ciebie?

Biernik

Metro.
Ona trzyma różę zrobioną, jak podejrzewam, z koronkowych stringów. Taką kiczowatą, z kiosku ruchu.
On jest odziany w dres i szalik Legii.
– Ale naprawdę, nie trzeba było… Piękna jest…
– Kocham cię, no to masz!
– Ja ciebie też.
Całuśny ślimak. Długi i mlaszczący.
– Kaśka, to jak? Mogę się w sobotę u Długiego upierdolić?

Narzędnik

W oczekiwaniu na nocny. Zimno, wieje, śnieg.
– Cześć, jestem Maciek. Czy wiesz może gdzie jest ulica Nugat?
– Dwie stacje metra stąd..
– Łomatko! A mogę mieć do ciebie prośbę? Pożyczysz mi telefon? Mój padł, a muszę zadzwonić do dziewczyny.
– Jasne, dzwoń.
– Nie odbiera. Która może być godzina?
– Prawie 1:00.
– Miałem być u mniej o 21:00. W skali 1-10… Jak bardzo będę miał przejebane?

Miejscownik

Niedzielny poranek, 8:30. Półprzytomna, bo nie przyzwyczajona do wstawania w środku nocy próbuję się zebrać i wyjść z domu. Jest listopad, więc za oknem pochmurno i ciemno. Otwarcie oczu wydaje się być nadludzkim wysiłkiem. Szybko zakładam kurtkę i wybiegam z domu. W progu dobiega mnie głos:
– Kochanie!
Podnoszę głowę i widzę wyciągnięte w moją stronę klucze i termiczny kubek z parującą i pachnącą kawą. Jak nie uwielbiać tego gościa?!

Wołacz

Tramwaj na Pradze. Ubrana w obcisłe niebieskie jeansy i przykusą kurtkę dziewczyna przedziera się w poszukiwaniu wolnego miejsca. Jej mała, wysadzana kolorowymi kamyczkami torebka, tlenione włosy i długie, bardzo różowe paznokcie jednoznacznie nawiązywały do kultury disco. Znajduje wolne krzesło i siada.
Nagle na horyzoncie pojawia się barczysty łysol w sportowej kurtce i jaskrawych butach. Podchodzi do dziewczyny. Ta zrywa się i głośno mówi:
– Misiu, pierdolnij sobie!
Miś zajmuje jej miejsce i zaczyna się tępo patrzyć za okno. Dziewczyna staje nad nim i czule głaszcze go po łysej głowie.

 Bo słowo mężczyzna za każdym razem odmienia się inaczej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.