JUST KO

Szycie na miarę

Zadzwoniła do mnie pani Agnieszka z pewnej bardzo pomarańczowej sieci.
– Dzień dobry, chciałabym przedstawić pani ofertę naszej firmy, czy znajdzie pani dla nas chwilę czasu?
Umowa w Play’u kończy mi się co prawda dopiero w październiku, ale co tam, może mają coś ciekawego, może jakiegoś fajnego smartfona dadzą, a że mi ostatnio dziwnie szybki w telefonach pękąją i ekrany się psują, to posłucham.

Pani Agnieszka startuje, informuje, że rozmowa jest nagrywana i pyta, jak najczęściej używam swojego telefonu. Cóż, może to kogoś zdziwi, ale najczęściej to ja z niego dzwonię, piszę smsy i korzystam z internetu. Fakt, są jeszcze inne funkcje: wibracje, radio, niektóre smarfony chyba już też potrafią, sądząc po cenie,  same gotować i odprowadzać dzieci do szkoły, ale to nie dla mnie.
– To mam dla Pani świetną ofertę, genialną!
I słyszę, że mam mieć nielimitowane połączenia, pierdyliard darmowych smsów (w tym nawet na Grenlandię), ale internet w jakimś śmiesznie małym wymiarze. Podpowiadam więc pani Agnieszce, że ciut za mało tych gigabajtów i może ciut więcej. Niestety, za te ciut więcej będę musiała dopłacić, ale co z tego – przecież mam smsy na Grenlandię!

Lekko już niecierpliwie mówię, że na necie mi jednak zależy, ale pani Agnieszka ciężko wzdycha i informuje, że internet może być, ale już w wyższej taryfie, która okazuje się być wyższą o kilkanaście złotych, za to z telefonem. Pytam więc, co to za telefon, bo ja to potrzebuję dużego ekranu, na Androidzie najlepiej. Pani Agnieszka wyskakuje z Nokią Lumią za 19 zł miesięcznie. Tłumaczę, że o ile wiem, to Nokie działają na Windowsie, a ja tego nie lubię, nie znam, nie chcę znać i dziękuję.

Pani Agnieszka jest zdziwiona, że nie chcę takiej super oferty, bo ich taryfy są najlepsze na rynku w tym momencie, ale one już się kończą i kolejne mogą nie być tak atrakcyjne. Zasłaniam się tym, że nie chcę Nokii, rozmów z Grenlandią i superoferta nie powoduje u mnie euforii, fajerwerki nie strzelają, wodotrysków też brak, więc naprawdę dziękuję, bo Play mnie dopieszcza od kilkunastu lat z obopólną przyjemnością.

Pani Agnieszka z rezygnacją przytakuje, dziękuje za cenną rozmowę i życzy miłego dnia.

I tak się zastanawiam, czemu Ci konsultanci na siłę wpychają szajs, skoro już po minucie rozmowy wiedzą, że klient tego nie kupi? Nie lepiej byłoby podziękować, odłożyć słuchawkę i polować na następnego?
Przypomniała mi się pewna urocza pani, która zadzwoniła lata świetlne temu  do mojego kolegi z propozycją wykupienia abonamentu do kina, teatru i inne tego typu wydarzenia. Kolega ze śmiechem powiedział pani, że chętnie by to kupił, ale on mieszka w Bieszczadach, więc do najbliższego dużego miasta (czyli do Rzeszowa) ma 150 km i raczej nie będzie z tego korzystał. Pani niezrażona szukała argumentów, że może jednak skorzysta.

 No nie. Nie skorzysta.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.