JUST KO

Rozmowy

Uśmiecha się do mnie już z daleka. Ledwo przekroczę próg, czuję na sobie jego spojrzenie. Wygląda, jakby na mnie czekał, wypatrywał. Jakby specjalnie przychodził zawsze za wcześnie, żeby usiąść i spoglądać w stronę drzwi wejściowych. Kiedy nasze oczy się spotykają, twarz mu się rozpromienia. Lekko wyblakłe usta rozciągają się w delikatnym, ale i szarmanckim uśmiechu. Oczy też się śmieją, ale nie jak nastolatkowi, który ma fiu bźdźiu w głowie, tylko jakoś tak… poważniej, szczerzej.

Siada zawsze w tym samym miejscu. Zielona szmata leży niedbale zwinięta na krześle obok, jakby przypadkiem porzucona.
– No nareszcie! Jak zwykle zająłem miejsce – z ożywieniem prawie krzyczy i znacząco klepie szmatę. Aha, czyli to jest tabliczka z napisem “rezerwacja”. Dla mnie. Codziennie od 13:15 do 13:30. Plus – minus.

– Bałtystyka? A co to jest?
– Filologia. Litewska i łotewska.
– Aj, czyli języki! Piękna sprawa! I piękne kraje! Byłem i w Rydze i w Wilnie. Ale ci Litwini to tacy trochę nacjonaliści, prawda? Zwłaszcza starsi ludzie… Jakoś tak dziwnie patrzą… Nie lubią nas czy co? A co myśmy im zrobili?
– Trochę chyba zrobiliśmy. Piłsudskiego to oni średnio lubią. Wilno im zabraliśmy, dawno, bo dawno, ale to może przez to?
– Tak… To tak, jakby nam ktoś teraz chciał Kraków lub Warszawę odebrać. Też bym nie lubił. Ale żeby tak na drugiego człowieka od razu źle patrzeć? Wyobraźmy sobie, że ja jestem Niemcem. Ty Polką. I spotykamy się jakiś czas po wojnie i zakochujemy w sobie. I co? Ta narodowość ma nas poróżnić? Bo nasi ojcowie walczyli przeciwko  sobie? Głupie to chyba. Skreślać kogoś przez to, jakie ma nazwisko, skąd pochodzi. Przecież wszędzie ludzie mogą być dobrzy…

– A co z tą nogą jest nie tak? Bo inaczej wygląda od tej drugiej?
– Kontuzję miałam, operację, dwie właściwie. I jeszcze nie jest tak super, goi się dopiero.
– Narty pewnie?
– Nie, nie narty. Taniec.
– Taniec? Zawodowy jakiś?!
– I tak i nie, zawsze to była frajda, pasja, potem zaczęło to trochę pieniędzy przynosić.
– A jaki to taniec?
– Ludowy.
– Mazowsze! Wiedziałem! Takie ładne dziewczyny tylko w “Mazowszu” tańczą! Przepraszam, że powiedziałem “dziewczyna”… Bo dziewczyna jest jak tulipan. Młoda, świeża, czeka, żeby rozkwitnąć. A jak już ten tulipan się rozwinie i płatki zaczynają mu już opadać to wtedy… wtedy mówimy o kobiecie!

– Jestem elektronikiem. Tak wspominam, bo może było coś potrzeba pomóc, jakieś korepetycje z matematyki czy fizyki. Zawsze to trochę grosza wpadnie.
– Będę pamiętać, chociaż ja to nie… Dzieci nie mam, żeby korepetycji potrzebowały, a jak coś trzeba naprawić, to mój chłopak to zdolniacha. Lubi coś rozkręcić, naprawić albo samemu coś wymyśleć.
– Tak się właśnie czaiłem, żeby zapytać, czy jakiś chłopak to się obok nie kręci. Dobrze, niech się kręci. Jak ładna dziewczyna, to zawsze się obok kręcą! Ale żeby nie było, że ja urodę tylko wychwalam! Przecież widać, że tutaj to uroda idzie w parze z kulturą, z inteligencją. Tak się dobrze rozmawia, a to rzadkość teraz. Proszę mu powiedzieć, że mu się poszczęściło. Że tak powiem, tych diabelskich iskier w oczach to się nie ukryje, więc pewnie ciekawie ma w życiu…

Takich rozmów było kilka. Każda krótka, kilkuminutowa, bo na więcej nie mieliśmy czasu. Każda mądra, zabawna. Cenna.

Pan Czesław ma około 70 lat. Siwy, z siateczką zmarszczek wokół roześmianych oczu. Ostatniego dnia wręczył mi swoją wizytówkę, nieśmiało wspominając, że gdybym się chciała z nim przejść po tym naszym parku, porozmawiać, to bardzo chętnie. Że wystarczy jak powiem, że to ja, dziewczyna z Mazowsza. Bo będzie mnie pamiętał.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.