JUST KO, LIFESTYLE

Sapioseksualizm

Zawsze wybierałam drani. Albo inaczej – to dranie wybierali mnie. Kojarzyła nas chyba jakaś dziwna substancja chemiczna wyczuwalna tylko przez takie osobniki. Wyczuwaliśmy siebie nawzajem, przyciągaliśmy jak grawitacja wyrzucony w górę kamień.
Zawsze było cudownie. Przez pierwszych kilka miesięcy. Po nich okazywało się, że:
– jestem dziewczyną, z którą się bywa, a nie “jest”
– nie był na mnie gotowy
– nie umiał się powstrzymać, tyle kobiet wokół
– za dużo wymagałam
– bla bla bla…
Dopóki te związki trwały, znakomicie się w nich odnajdowałam. Każdy wnosił coś do mojego życia, dużo uczył, nawet jeśli kończyło się to głównie coraz mocniejszą odpornością psychiczną. Zazwyczaj nie było w nich miłości. Na to byłam za mądra i zbyt nieufna, żeby ot tak się zakochać. Zdarzyło się to tak naprawdę trzy razy, było tylko trzech mężczyzn, którzy usłyszeli ode mnie te dwa słowa. Tak, to też byli dranie.

Ci grzeczni, porządni, zapatrzeni mnie nudzili. Uciekałam od nich po kilkunastu tygodniach, w mniej lub bardziej elegancki sposób. Nie umiałam kierować się rozsądkiem i wbić sobie do łba, że może warto spróbować, że może jeszcze zaiskrzy, że przecież będę miała jak w raju… Nie, ja zamykałam za sobą drzwi, żeby za chwilę trafić na drania.

Drań – osobnik o właściwościach destrukcyjnych, egoista, emocjonalny wampir. Ludzka modliszka. W natłoku wad na widok których powinna się zapalać czerwona lampa z napisem “uwaga!”posiada kilka zalet. Wśród nich ta najważniejsza – inteligencja.

Bo ja najbardziej na świecie lubię rozmawiać z kimś mądrzejszym od siebie. Z kimś, kto mnie czymś zaskoczy, mocno spuentuje, wypuści w moim kierunku ciętą ripostę. Z kimś, kto ma ironiczne poczucie humoru, a to podobno cecha ludzi obdarzonych ponadprzeciętnym IQ. Z kimś, kto wyjaśni mi coś, czego nie wiem, wytłumaczy coś, czego nie rozumiem. Kto odpowie na moje pytania i będzie zadawał swoje. Mężczyzna, na którego patrząc mam ochotę gwałcić jego mózg.

Lubię ten rodzaj dominacji, kiedy nie muszę udawać, gdy czegoś nie wiem. Czuję się wtedy jakbym miała obok siebie coś niesamowicie cennego, moją prywatne źródło wiedzy, z którego będę mogła czerpać. Że jak zrobię coś głupiego, to usłyszę, że to głupie i dlaczego to było głupie. Proste komunikaty, celne argumenty nie podlegające dyskusji. Jeśli ktoś umie Cię słusznie skrytykować to znaczy, że nie jesteś mu obojętna.

Żeby być draniem, trzeba być inteligentnym. Głupi człowiek nie będzie umiał wypracować sobie strategii bycia tym silnym, ustawiającym świat dla swojej własnej wygody.
Żeby być inteligentnym, nie trzeba być draniem. Usłyszałam ostatnio kilkuminutowy wykład, dlaczego powinnam dbać o swoje zdrowie. Dlaczego to, że ignoruję sygnały mojego organizmu, nie chodzę do lekarzy i liczę, że “samo się naprawi” kiedyś się na mnie zemści. I dlaczego powinnam to zmienić. I ja mogłam tego tylko słuchać. Nie miałam żadnego kontrargumentu, choć nie słyszałam rzeczy, które były dla mnie nowością. Tyle, że one były skierowane do mnie, spersonalizowane. Klarownie wyłożone, wytłumaczone, podparte moimi celami i marzeniami. Nie odezwałam się ani słowem, na koniec mogłam tylko wyszeptać “czasami wkurza mnie to, że jesteś tak inteligentny…”. A te słowa trafiły do mnie i kiedy następnym razem będzie mi się wydawało, że “poboli i przestanie”, będę o nich pamiętać.

Siłą mężczyzny jest jego intelekt,  siłą kobiety mężczyzna z intelektem.
Dlatego trafiam na drani.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.