JUST KO, LIFESTYLE

Tato!

To mnie wzrusza najbardziej na świecie. Elektryzuje. Sprawia, że płaczę na “Gdzie jest Nemo?” i “Królu lwie”. Miłość ojcowska.
Nie ma piękniejszego widoku niż ojciec z dzieckiem. To jest zupełnie inny rodzaj miłości niż miłość matczyna. Niby bardziej szorstka, skrywana, a jednak miękka i ciepła. Kiedy matka czule zajmuje się swoim dzieckiem zdaje się to być normalne, naturalne, nic w tym nie dziwi, nie szokuje. Tak ma być, tak jest.

Jechałam metrem. Tłum szarych ludzi, wgapionych w komórki, czytających gazetę, tępo wpatrzonych w nieokreślony punkt przed siebie lub lustrujących innych. I on. Przeciętny – ani przystojny ani brzydki. Na oko 40 kilka lat. Zwykłe ciuchy, przerzedzone włosy, niski i krępy. Nigdy nie przykułby mojego wzroku. Ani innych kobiet – tak, kobiet, bo z rozczuleniem patrzyły na niego zarówno nastolatki jak i starsze panie. Siedział z dwoma córkami. Jedna u niego na kolanach, druga obok, ciasno w niego wtulona. Czytał im cichutko “Karolcię”. Brzdące jak zahipnotyzowane słuchały i pilnie śledziły przewracanie kartek. Niby nic – ojciec czytający dzieciom książki. Tyle, że w metrze. Tyle, że ciepłym głosem pełnym miłości. Tyle, że kiedy musieli zbierać się do wyjścia, zamknął książkę, jedną z pociech pogłaskał po głowie, drugiej dał w tym samym czasie buziaka w czoło. “Kaczuszki, wysiadamy”. Kaczuszki!

Mam wspaniałego Tatę. Kiedy byłam jeszcze małym smarkiem, śpiewał mi kołysanki do snu. Fałszuje niemiłosiernie, ale śpiewał. Czytał do snu – najpierw radziecką bajkę o Kołaczyku, do znudzenia, bo chciałam tylko to. Tatko próbował omijać fragmenty, ale cwana byłam i raz, dwa dostawał reprymendę, że ominął moment, w którym kołaczyka coś tam goniło. Czesał mnie, choć dziś domyślam się, jakie bluzgi musiał niemo puszczać, żeby okiełznać moje długie do pasa włosy. Zabierał na połów szczupaków. Bronił przed wściekłym kogutem, który atakował na dziadkowym podwórku. Był moim i Karoli koniem, sadzał nas dwie sobie na plecach i człapał po podłodze, nawet kiedy byłyśmy już na to stanowczo na ciężkie.
Kiedy podrosłam, pozwolił mi spełniać marzenia. Swoje. Zawsze chciał podróżować, nie miał takiej możliwości. Ja podróżowałam za niego – wyjazdy na zagraniczne festiwale z zespołem przeżywaliśmy wspólnie. Chłonął opowieści i zawsze kazał robić dużo zdjęć, dostawałam kilka klisz do wypstrykania.

Kocham tego gościa. Kocham jego spracowane dłonie, kochające oczy i ton głosu, kiedy nazywa mnie Marcinem. Poczucie humoru.  Wiedzę, którą od zawsze błyszczał, kiedy oglądaliśmy “Jeden z dziesięciu”. Miłość do zwierząt.
Jest moim Aniołem Stróżem. I jedynym superbohaterem, jakiego znam.

Kocham Cię, Tatku! Nieważne, jak będzie wyglądało moje życie, jak będę chciała je spędzić. Nieważne, jak mocno kocham mojego chłopaka. Zawsze będziesz moim numerem jeden wśród mężczyzn. Chyba, że… pojawi się ktoś, kogo będziesz mógł nazywać swoim wnukiem.

6 thoughts on “Tato!

      1. niby tak, poza czytaniem bajek – mój mąż taki z deka nieczytający facet, robi to gdy naprawdę musi, czytaj: córka wymusi to na nim 🙂 W sumie to zazdroszczę mu i mojej córce. Ja też byłam córusią tatusia. Teraz moje dziecko ma taki kontakt z ojcem, aż strach pomyśleć co dalej będzie 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.