JUST KO

Uda się?

Połowa stycznia za pasem, więc czas na wymyślenie sobie celów na 2017. Cele muszą być, bo jakżeby inaczej! Do tego ten rok ma moją ulubioną cyferkę w sobie, więc niech już ta siódemka sprawi, że będzie szczęśliwie.

Ludzie uwielbiają sobie wymyślać takie postanowienia, których nie są w stanie zrealizować. Chcą zazwyczaj:
– przestać palić (natychmiast, chociaż kopcą ich dwie paczki dziennie)
– zarabiać miliony
– kupić zajebistą furę
– schudnąć 35 kilogramów
– awansować siedem razy, najlepiej w nowej firmie
– kupić dom/mieszkanie, zajść w ciążę i posadzić drzewo
– wyjechać do Azji, Afryki, Australii
a najlepiej to wszystko naraz, bo czemu nie? A potem na koniec roku jest płacz i ścisk dupy, że się nie udało. A przecież przepis na realizację postanowien jest prosty – należy realnie je sobie wyznaczyć. Jeżeli wypiszemy 30 postanowień, to prawdopodobnie nie zrealizujemy żadnego. Zniechęcenie po nieudanej realizacji jednego przełoży się na próby podjęcia kolejnej walki. Ale jeżeli będziemy mieli 5 postanowień, większe prawdopodobieństwo, że chociaż jedno uda nam się spełnić. I to już będzie sukces.

Moja lista jest krótka, są na niej postanowienia, które znajdują się w większości celów naszej populacji. Są tam punkty łatwe do zrealizowania i trudne. I kilka o średnim koszcie wyrzeczeń, jakie będę musiała ponieść. Jest na niej tylko to, na czym naprawdę mi zależy. Nie będę pisać o awansie, bo mam to w nosie. I nie ma tam punktów wymyślonych chwilę temu. Nie, jest to, o czym marzę. Czego naprawdę chcę.

1. Odłożyć większą sumę pieniędzy
Nie powiem, jaką, to już będzie moim sekretem. Pieniądze pójdą na zakup mieszkania, które ma być inwestycją, bo nie wierzę, że ZUS kiedykolwiek wypłaci mi choć małą emeryturę. Z tego, co zostanie chcę

2. Odłożyć mniejszą sumę pieniędzy
Tu już mogę się podzielić jaką. Otóż – taką, aby wystarczyło na dwie duże podróże w tym roku. Idealna byłaby moja wymarzona Indonezja i któryś z krajów Ameryki Południowej. Ale innymi wyprawami też nie pogardzę!

3. Zacząć naukę hiszpańskiego
Bo mi się podoba, bo jest podobno łatwy, bo już dawno się niczego nie uczyłam.

4. Czytać dwie książki miesięcznie
I nie tylko czytać – meldować o ich przeczytaniu w osobnym wpisie. Może na tym blogu? Na facebooku? To jeszcze jest do przemyślenia. Grunt, że jedną już w styczniu przeczytałam, więc wszystko jest na dobrej drodze.

5. Zgubię kilka kilogramów.
Minimum 8. Te osiem sprawi, że lepiej się poczuję, a z brzuszka może zniknie ta oponka, którą ktoś mi jakiś czas temu podrzucił.

I tyle. Nie będę przecież ślubować abstynencji, niejedzenia słodyczy, przebiegania maratonu, bo… no błagam… Ja? 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *