JUST KO

Ułomność

Sześć i pół tygodnia. Co do dnia. Tyle czasu wystarczyło, żeby odstawić kule i uczyć się chodzić bez nich, od nowa. Teraz zostaje już tylko zaciskanie zębów, próby prostowania kolana, wmawianie sobie, że nie boli i ten dziwny chrzęst nie przeszkadza. Pot, łzy i potworne zakwasy w lewej łydce, która nagle, po tylu tygodniach nieużywania musi znów pracować.

Wściekam się. Wkurza mnie to, że już prawie dwa miesiące jestem takim piątym kołem u wozu, z którym nigdzie dalej nie można pójść, które spowalnia, blokuje, uniemożliwia, zostaje w tyle. Zawalidroga. Bo nie pojadę w Bieszczady. Nie pójdę na dłuższy spacer. Nie wejdę do kajaka. Nie pójdę potańczyć. Bo boli, bo się nie da, bo chce się wyć.

Wściekam się. Bo facebook krzyczy, że znajomi znów biegali, jeździli na rowerze. Bo Woda na młyn stawia nową choreografię, a mnie tam nie będzie. Fakmać, za chwilę zacznę tęsknić za chałturami w Folk Gospodzie! Majówka nie dość, że będzie krótka, to jeszcze ją komuś popsuję – bo nie wszystko mogę.

Wściekam się. Bo okna mam brudne, bo nie sięgam do pudeł stojących na szafie, bo pójście po zakupy to wyczyn. Bo nie mogę jechać wybrać nowej kanapy.

Wściekam się. Bo lewa noga jest totalnym, bezmięśniowym flakiem. Bo boli, jak na niej postoję kilka minut, ale ludzie w metrze specjalnie nie widzą, że stoję tuż nad nimi opasana ortezą, a nawet jak widzą, to przecież są taaacy zmęczeni pracą. Niech ktoś inny wstanie.

Wściekam się. Bo z aktywnego trzpiota przymusowo zmieniłam się w kanapowego ramola. Bo brak ruchu sprawia, że staję się marudną, podręcznikową babą: strzelam fochy i dziwnie łatwo sprawić mi przykrość i doprowadzić do łez.

Wściekam się. Bo nie zawsze umiem sobie z tą wściekłością poradzić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.